Warchoł: Projekt PiS zwiększa prawo obywatela do sądu

Warchoł: Projekt PiS zwiększa prawo obywatela do sądu

Dodano: 241
Marcin Warchol
Marcin Warchol
– Projekt nie przerzuca na obywatela ciężaru udowodnienia swojej niewinności. Przy zaskarżaniu mandatu do sądu obywatel będzie podawał znane mu informacje, czyli po prostu przedstawi swoją wersję wydarzeń. Nie będzie musiał np. ustalać personaliów świadków, to wszystko ma zbadać sąd – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Poselski projekt PiS dotyczący mandatów budzi wiele kontrowersji. Co konkretnie zakłada?

Marcin Warchoł (wiceminister sprawiedliwości): Projekt daje obywatelowi ukaranemu mandatem prawo do sądu. Po przyjęciu mandatu obywatel podejmuje często taką decyzję w emocjach i nerwach, pochopnie oraz bez wiedzy o obowiązujących przepisach. Nie ma wówczas możliwości dochodzenia sprawiedliwości w sądzie. Po przyjęciu mandatu nie można się już rozmyślić. Nowe przepisy natomiast dają czas na spokojne zastanowienie się po powrocie do domu, konsultacje z rodziną i znajomymi oraz przedstawienie swojej wersji wydarzeń.

A czy obecnie nie ma takiej możliwości?

Teoretycznie istnieje możliwość odwołania się od przyjętego mandatu, ale tylko w sytuacji, gdy dany czyn jest wykroczeniem. Teraz się to zmieni. Projekt nie ogranicza konstytucyjnego prawa do sądu, wręcz przeciwnie, znacznie je zwiększa. Daje możliwość korzystania z drogi sądowej w dwóch instancjach. Projekt nie zmienia również prawnej pozycji policjanta w sporze z obywatelem. Decyzje funkcjonariuszy nadal będzie weryfikował sąd, jeśli tak postanowi obywatel. To nie policjant będzie przesądzał o jego winie. Obywatel może zwrócić się do sądu o wstrzymanie wykonalności mandatu i nie będzie on wówczas podlegał wykonaniu. Sąd ma tylko trzy dni na nadanie biegu sprawie, a policja siedem dni na skompletowanie materiału dowodowego.

Z czego zatem wynika brak możliwości odmowy przyjęcia mandatu w nowej ustawie?

W 90 procentach przypadków mandatów, kiedy sprawa jest skierowana do sądu, zapadają wyroki skazujące. Często dzieje się tak po długim czasie, co sprawia, że obywatel musi pokryć duże koszty sądowe. Zamiast np. 50 zł, płaci 500 zł i skórka jest niewarta wyprawki. Płacimy zresztą za to wszyscy, ponieważ policjanci, zamiast ścigać przestępców, muszą wypełnić papierkową pracę, a sędzia, zamiast orzekać w poważnych sprawach, zajmuje się kwestią mandatów.

Krytycy nowego prawa twierdzą, że nie respektuje ono zasady domniemania niewinności.

Projekt nie przerzuca na obywatela ciężaru udowodnienia swojej niewinności. Przy zaskarżaniu mandatu do sądu obywatel będzie podawał znane mu informacje, czyli po prostu przedstawi swoją wersję wydarzeń. Nie będzie musiał np. ustalać personaliów świadków, to wszystko ma zbadać sąd. Tego typu przepisy obowiązują w wielu krajach. W Niemczech mandaty za wykroczenia drogowe działają od razu, podobnie w Francji, Belgii czy Holandii są one nakładane bez pytania o zgodę obywatela, który dopiero w sądzie może dowodzić swojej niewinności.

Po tym, jak prezydent USA został zablokowany w mediach społecznościowych, wiele mówi się o zagrożeniach dla wolności słowa w internecie. Czy rząd podejmuje działania, aby chronić tę wartość?

Każdy fake news godzi w czyjeś dobra. Przejawy cenzury, jak choćby w przypadku prezydenta Trumpa, muszą spotkać się z reakcją państwa. Trzeba uregulować relacje pomiędzy użytkownikami mediów społecznościowych a ich właścicielami, którzy nie są panami i władcami. Koncerny internetowe również są związane zasadami państwa demokratycznego. Obecnie użytkownik mediów społecznościowych ma ograniczone pole manewru, jeśli chodzi o obronę swoich praw. W ubiegłym miesiącu jako Ministerstwo Sprawiedliwości zaproponowaliśmy ochronę przed nadmierną ingerencją moderatorów treści w sieci. To rozwiązanie idzie w parze z tym, co obowiązuje w krajach Europy Zachodniej, a także z unijnymi zaleceniami.

Źródło: DoRzeczy.pl
 241
Czytaj także